Ile szczęścia Polak odnajdzie w cebuli? – cebulowa teoria szczęścia

„Ludzie nie muszą mieć szczególnego powodu, aby czuć się szczęśliwymi,
muszą mieć natomiast istotny powód, aby czuć się nieszczęśliwymi.”
J. Czapiński

 

 

Na początek: tak, zgodnie z przypuszczeniami, cebulową teorię szczęścia naprawdę stworzył Polak! Konkretnie: prof. Janusz Czapiński – psycholog społeczny, przez wiele lat związany z Uniwersytetem Warszawskim.

 

Skąd ta cebula?

Otóż, prof. Czapiński wyszedł z założenia, że cebula ma warstwy

… i szczęście ma warstwy.

 

Najgłębszą z nich jest wola życia

Określa potencjalny poziom szczęścia (i chęci do działania), który jest zdeterminowany genetycznie, a więc może się różnić u każdego z nas. Jest to warstwa najtrudniejsza do zmienienia. Pozostaje stabilna, ponieważ jest mało wrażliwa na obiektywne warunki życia i subiektywne (świadome) doświadczenia. Warstwa ta stanowi podstawowe i najlepiej chronione źródło pozytywnej postawy wobec życia.

 

Pośrednią – ogólny subiektywny dobrostan

Składa się z wymiaru hedonistycznego (emocjonalnego – tj. ogólne poczucie zadowolenia, bilans afektywny) i eudajmonistycznego (poznawczego – tj. postrzeganie sensu życia, wynikające m.in. z systemu wartości, stylu atrybucji, wiedzy i celów życiowych). Na kształt tych subiektywnych doświadczeń ma wpływ zarówno obiektywna sytuacja życiowa, jak i wola życia.

 

A zewnętrzną – bieżące doświadczenia

Składają się na nią obecnie przeżywane emocje oraz odczucia odnoszące się do poszczególnych aspektów życia (np. rodziny, finansów, wypoczynku). Są one wysoce zależne od obiektywnej sytuacji życiowej (np. szef odmówił nam podwyżki – obniża się nasze samopoczucie).

 

 

Wzajemne oddziaływanie na siebie warstw działa mniej-więcej tak:

Dzieje się źle w pracy* -> spadek zadowolenia z pracy -> nadal źle się dzieje w pracy -> spadek ogólnego zadowolenia z życia -> nadal źle się dzieje w pracy -> spadek odczuwanej chęci życia

*Oczywiście pracę można zastąpić dowolną dziedziną życia

 

Z psychologicznego na ludzki: z perspektywy prof. Czapińskiego każdy człowiek rodzi się z określonym, indywidualnym poziomem szczęścia. Czasami możemy czuć się lepiej lub gorzej, ze względu na zdarzenia, emocje czy myśli, których doświadczamy. Ale generalnie nasze szczęście będzie dążyło do tego pierwotnego poziomu, z którym przyszliśmy na świat.

 

Co oznacza „będzie dążyło”?

Teoria zakłada istnienie czegoś, co nazwano atraktorem szczęścia (który de facto można utożsamić z wolą życia). Nasza wola życia determinuje na ile jesteśmy skłonni do odczuwania szczęścia. Na co dzień zapobiega obniżaniu się chęci życia czy pojawianiu się skłonności samobójczych. Natomiast w momencie wystąpienia jakiegoś dramatu, atraktor jest zdolny, niczym bumerang, przywrócić przypisany danej osobie poziom chęci istnienia. Poczucie nieszczęścia jest zazwyczaj stanem przejściowym, a czas (atraktor) faktycznie leczy rany. Wskazuje się, że po wystąpieniu nawet traumatycznych doświadczeń, samoistny powrót do równowagi psychicznej następuje zwykle na przestrzeni kolejnego roku.

 

 

Teoria tłumaczy dlaczego mocniej doświadczamy pogorszenia niż poprawy sytuacji życiowej. Maksymalny poziom szczęścia został już zdeterminowany genetycznie i ujawnia się pod postacią woli życia (czynniki wewnętrzne). Natomiast wpływ sytuacji negatywnych (czynniki zewnętrzne) odczuwamy na swojej skórze do czasu aż atraktor nie weźmie sprawy w swoje ręce i nie przywróci wyjściowego poziomu dobrostanu. Badania potwierdzają, że pozytywne zmiany w poczuciu szczęścia są wynikiem oddziaływań czynników wewnętrznych, a negatywne można przewidywać na podstawie zdarzeń zewnętrznych.

Działanie atraktora jest dokładnie odwrotne do kierunku działania czynników zewnętrznych. Zatem w pierwszej kolejności przywrócony zostaje poziom woli życia, co następnie wywołuje wzrost odczuwanego ogólnego dobrostanu.

Aplikując powyższe do schematu, jego dalszy ciąg wyglądałby następująco:

Spadek odczuwanej chęci życia -> zaczyna działać atraktor -> podnosi się chęć do życia -> podnosi się ogólne zadowolenie z życia

 

Po co jest atraktor?

Po pierwsze, stabilność najgłębszej warstwy i jej tendencja do powrotu do szczęśliwego stanu redukuje ryzyko podejmowania decyzji ostatecznych. Po drugie, ludzie szczęśliwsi efektywniej zabiegają o poprawę warunków bytu.

Atraktor, oddziałując w niesprzyjających warunkach, chroni nas przed trwałym obniżeniem motywacji do działania, co umożliwia dbanie o zagrożone zasoby osobiste i ich zachowanie. Odzyskując optymizm i zapał do pracy – czyli wykazując chęci i wiarę w powodzenie działań – jesteśmy bardziej skłonni aktywnie dążyć w kierunku zdobycia lub odzyskania utraconych dóbr, które w obiektywny sposób mogą poprawić naszą sytuację życiową. Cebulowa teoria łączy możliwość równoczesnego odczuwania ogólnej satysfakcji z życia (warstwy głębokie), dostarczającej motywacji do zmieniania na lepsze aspektów, z których w danym momencie jesteśmy niezadowoleni (warstwy wierzchnie).

 

Żyć sensownie czy przyjemnie?

Na koniec wróćmy do warstwy środkowej:

Wymiar eudajmonistyczny (poznawcze przepracowanie doświadczeń) i hedonistyczny (bilans emocjonalny) wcale nie muszą być od siebie zależne. Można postrzegać swoje życie jako sensowne, celowe i wartościowe, nawet jeśli dotychczasowe osobiste doświadczenia emocjonalne podsumowalibyśmy jako mocno dyskusyjne. To taka codzienność Chrystusa narodów.

W teorii dążenie do szczęścia eudajmonistycznego (kierowanie się wyższymi ideami, przestrzeganie cnót i zasad) w znacznej części przypadków oznacza podejmowanie działań na rzecz innych i warunkuje pożytek społeczny. Z tej perspektywy (i biorąc pod uwagę fakt, że omawiane wymiary mogą być od siebie niezależne) własne ubóstwo i ofiarowywanie siebie innym może, mimo negatywnych efektów emocjonalnych, przyczyniać się do pozytywnej oceny poznawczej, wspierając ogólny dobrostan.

 

Ale czy samoudręczenie jest niezbędne do osiągnięcia życiowej satysfakcji, a kierowanie się pobudkami hedonistycznymi wyklucza działania prospołeczne?

Niekoniecznie. Zaspokajanie osobistych potrzeb może być realizowane w sposób przyjemny dla nas i korzystny dla innych. Najprostszy przykład: wyjazd na wakacje wspiera gospodarkę, daje pracę przewoźnikom, przewodnikom, restauratorom, właścicielom i obsłudze hoteli itd.

Warto jednak zwrócić uwagę, że próby osiągnięcia szczęścia w hedonistyczny sposób są w większym stopniu skazane na niepowodzenie. Miarą realizacji dążeń eudajmonistycznych są uzyskane efekty działań. Dla hedonistycznych miarą tą jest trwałe spotęgowanie przyjemności. W pierwszym przypadku możemy podejmować decyzje w oparciu o realistyczne przesłanki (np. oddając krew – pomagam osobie po wypadku), podczas gdy hedonistyczne ujęciem szczęścia stanowi wieczną pogoń za króliczkiem („jeśli … to będę szczęśliwy(a)”). Kupno sportowego samochodu, operacja plastyczna, przyjęcie wymarzonej posady, zbudowanie sześciopaku na klacie lub willi na posesji, wbrew pozorom, nie cieszy zbyt długo. Przeszłe dążenia po niedługim czasie stają się nową codziennością, w której kreują się kolejne i kolejne potrzeby kuszące złudną, hedonistyczną perspektywą szczęścia.

 

Ulegamy złudzeniom

Powyższe stanowi złudzenie postępu hedonistycznego. Przeceniamy wpływ możliwych do wystąpienia w przyszłości, pozytywnych zdarzeń na nasz dobrostan emocjonalny. Czyli wydaje się nam, że jeśli wystąpi oczekiwane, miłe X – będziemy bardziej szczęśliwi, niż będziemy w rzeczywistości po jego wystąpieniu.

Zniekształcenia nie dotyczą jedynie doświadczeń pozytywnych. Wykazujemy także tendencję do przeceniania psychologicznych skutków zdarzeń negatywnych (złudzenie patetyczne). Przykładowo: lekarze (kierując się ciężkością i czasem trwania schorzenia) zakładają niższą jakość życia u osób z poważniejszymi przypadłościami, podczas gdy deklaracje pacjentów na temat osobistego poczucia szczęścia są niezależne od wagi choroby. Czynniki, które w powszechnym mniemaniu powinny przyczyniać się do osobistego (nie)szczęścia, wykazują ograniczone znaczenie dla generalnej satysfakcji z życia.

Cebulowa teoria wyjaśnia dlaczego powiedzenie komuś „nie martw się, inni mają gorzej” jest pozbawione logiki. Ludzie, niezależnie od warunków, w których żyją, w długotrwałej perspektywie mogą w równym stopniu doświadczać zadowolenia. Punkt widzenia nie zależy wyłącznie od fizycznego punktu siedzenia. Zależy także od naszej wewnętrznej cząstki (woli życia). Szacując czyjąś jakość życia należy brać pod uwagę nie tylko łatwo dostrzegalne wskaźniki zewnętrzne (tj. sytuacja materialna, stan zdrowia), ale też czynniki wewnętrzne (osobiste tendencje).

Co więcej, złudzenie patetyczne jest silniejsze niż przecenianie skutków sytuacji pozytywnych. Rozważając ryzykowną decyzję, możemy działać zachowawczo tylko dlatego, że wolimy czegoś nie stracić, niż potencjalnie móc coś zyskać. Odpowiedź na pytanie: „Dlaczego nie zagadasz do tej dziewczyny?” okazuje się banalnie prosta. „Bo wydaje mi się, że będzie bardziej bolało ewentualne odrzucenie, niż ucieszy mnie jej pozytywna reakcja”. Szacuje się, że potencjalna wygrana musi być co najmniej 2,5-krotnie wyższa, niż możliwa strata, byśmy zdecydowali się na podjęcie ryzyka. Takie podejście chroni przed wystąpieniem niekorzystnych zdarzeń i mobilizuje do potęgowania społecznych korzyści płynących z podejmowanych działań.

Dobra wiadomość jest taka, że gdy już dojdzie do danego zdarzenia – odczuwamy go mniej niż przypuszczaliśmy, zwłaszcza w odniesieniu do doświadczeń negatywnych. Nawet jeśli Mariola faktycznie da Ci kosza – nic straconego, w niedługim czasie od totalnego Weltschmerzu uratuje Cię wrodzona wola życia. Gorsza wiadomość brzmi, że zgoda na randkę i wspólne pójście na burgera do Maczka też nie da Ci tak mocnego i długotrwałego zastrzyku dobrego samopoczucia, jak przypuszczałeś(aś).

 

Źródła:

Lewis, M., Haviland-Jones, J.M. (2005). Psychologia emocji. Gdańsk: GWP.

Dodaj komentarz