Jak być bardziej skutecznym – multitasking cz.2

Pierwszą część artykułu znajdziesz tutaj.

 

Warto pamiętać, że warunki laboratoryjne niekoniecznie odzwierciedlają realia codziennego funkcjonowania. Teoretycznie, systematyczna wielozadaniowość powinna umożliwiać osiągnięcie większej wydajności przetwarzania. Młodzi ludzie, którzy są najbardziej zapalonymi wielozadaniowcami, nie wydają się jednak radzić sobie lepiej w tej dziedzinie niż poprzednie pokolenia. W kontekście multitaskingu wykazują oni te same ograniczenia poznawcze, co ich rodzice.

Korzystanie z technologii w trakcie uczenia się ma negatywny wpływ na naukę, oceny i osiągnięcia edukacyjne. Cierpi na tym odrabianie zadań domowych, przyswajanie wiedzy podczas wykładów czy w trakcie innych aktywności. Młodzi ludzie często pracujący wielozadaniowo, w porównaniu z rówieśnikami nie wykazującymi takich tendencji, mogą także gorzej radzić sobie z ignorowaniem nieistotnych informacji docierających z otoczenia. Z tej perspektywy ruchy propagujące okresowy offline mogą przynieść więcej korzyści niż tylko przyswojenie niespotykanej i godnej podziwu umiejętności korzystania z toalety bez smartfona w ręku.

 

Multitasking medialny

Korzystanie z technologii. No właśnie. Szczególnym rodzajem wielozadaniowości jest multitasking medialny, czyli równoczesne używanie kilku mediów (np. telewizji, internetu, gier video, wiadomości tekstowych, telefonów, e-maila). Jego popularność niewątpliwie rośnie. Założę się, że wielu z nas utożsami się ze stwierdzeniem, że multitaskingujemy za każdym razem, gdy jesteśmy online…. albo za każdym razem gdy jesteśmy obudzeni?

Obraz, który wyłania się z wieloletniej wielozadaniowej tradycji to pokolenie o ogromnej technicznej biegłości i inteligencji, ale charakteryzujące się skrajną niecierpliwością, niezadowoleniem z powolności i doświadczające dyskomfortu w ciszy. Istnieje ryzyko, że najmłodsza generacja wyrośnie na dorosłych, którzy angażują się w szybkie, lecz powierzchowne zadania.

 

Co nakręca spiralę

Nie można oczywiście zapominać, że rosnące odsetki osób wielozadaniowych nie biorą się znikąd. Choć medialny multitasking upośledza wykonywanie zadań i (paradoksalnie) wcale nie zaspokaja potrzeb poznawczych (choć to one napędzają go w pierwszej kolejności), jego specyfika może wspierać inne ludzkie potrzeby. Istnieją co najmniej dwa powody, dla których coraz częściej stosujemy multitasking, mimo ponoszenia kosztów poznawczych.

Po pierwsze: taki tryb pracy zaspokaja potrzeby emocjonalne, tj. poczucie rozrywki czy relaksu. Dlatego, na przykład, możesz uczyć się do testu, prowadząc zabawną konwersację na Messengerze. Duet ten sprawi, że poczujesz się usatysfakcjonowany – nie ze względu na swoją skuteczność w nauce, ale dlatego, że dzięki rozmowie nauka staje się zabawą. W dłuższej perspektywie, wielozadaniowość możesz zacząć kojarzyć z odczuwaną gratyfikacją, co może napędzać ponowne angażowanie się w tego typu zachowania. Mylne wrażenie skuteczności multitaskingu może być częściowo spowodowane błędnym postrzeganiem swojej wydajności przez doświadczanie pozytywnych uczuć związanych z takim zachowaniem.

Po drugie: nawyki odgrywają istotną rolę w medialnym multitaskingu, a sam multitasking może zachodzić na bazie mechanizmu samonapędzającego się. Mamy w tym przypadku do czynienia z tzw. błędnym kołem. Nasze nawyki (ukształtowane na bazie poprzednich doświadczeń) warunkują potrzebę i zachowanie, którego wykonanie generuje zaspokojenie i dostarcza wzmocnienie, napędzające potrzebę i wystąpienie zachowania w przyszłości. Takie nawykowe powielanie zachowania multitaskingu może być kontynuowane w nieskończoność, tworząc coraz bardziej zawiłą sieć samowzmacniających się potrzeb i gratyfikacji.

 

Jak żyć?

Zamiast sporządzania wywaru z 5kg worka ziaren kawowca, przygotowania do sesji może zatem lepiej oprzeć na włączeniu trybu samolotowego i segregacji materiałów?

Istnieją strategie, które może zaadaptować każdy, kto chce zmniejszyć poziom multitaskingu w swoim życiu. Pozwolą one ograniczyć rozpraszanie uwagi podczas wykonywania ważnych zadań, takich jak praca, nauka czy odrabianie zadań domowych.

Jako No. 1, top of the top, best of the best, każdy wykwalifikowany psycholog z wieloletnim doświadczeniem poradziłby oczywiście: WEŹŻE WYŁONCZ TEN TELEFUN. Albo wyrzuć przez okno najlepiej. Mniej radykalnym sposobem jest ostrożne zaniesienie diabelskiego nasienia do innego pokoju, po czym zakopanie go w szufladzie lub pod poduszką. Na dalszym miejscu rankingu genialnych sposobów znajdują się analogiczne: wyłączenie internetu, docierających połączeń i powiadomień czy czegokolwiek innego, co może wydać sygnał dźwiękowy, ruchowy bądź świetlny zakłócający pracę.

Jeśli z jakiegoś powodu naprawdę nie możesz tego zrobić, mniejszym złem niż natychmiastowe odpowiadanie na wyskakujące powiadomienia okazuje się odraczanie reakcji tak, by nie pokrywała się bezpośrednio z właśnie wykonywanym zadaniem i nie przeszkadzała (czy raczej: mniej przeszkadzała) w uczeniu się/pracy. Badania wskazują bowiem, że brak reagowania na wiadomości w trakcie uczenia się jest lepszy niż odpisywanie, ale odpisywanie odroczone (poczekanie kilku minut z odpowiedzią) daje lepsze rezultaty uczenia niż odpisywanie natychmiastowe. Minimalizowanie urządzeń mobilnych (przez ich wyłączenie/wyciszenie/odłożenie hen daleko) w największym stopniu optymalizuje sytuację uczenia się i skupienie, ale z braku laku można także starać się zmniejszyć swoją podatność na docierające dystrakcje.

Uczenie się czy praca przy pomocy urządzeń mobilnych oferuje jeszcze więcej pokus. Ciężko wykonywać swoje obowiązki z wyłączonym laptopem, gdy to właśnie na nim znajdują się potrzebne materiały. Jeśli możesz sobie na to pozwolić: włącz tryb samolotowy. Jeśli jednak potrzebujesz dostępu do internetu, zabłysnąć mogą strategie minimalizowania strat. Należą do nich: wyłączenie lub ściszenie muzyki, zamknięcie dodatkowych, zbędnych okien przeglądarki czy wyłączenie aplikacji social mediów lub przychodzących z nich powiadomień (papa Facebook!). Każda z tych drobnych zmian niewątpliwie wesprze wydajność pracy i uczenia się.

W trakcie organizacji pracy warto pamiętać także o wszystkim, co zostało napisane w części 1. Multitasking nie zawsze jest złem wcielonym. Gdy mamy do czynienia z czynnościami wymagającymi małego nakładu wysiłku i koncentracji – śmiało można łączyć je z czymś przyjemnym i/lub pożytecznym. Jeśli włączenie wciągającego audiobooka umili Ci mycie naczyń na tyle, byś wyrobił(a) w sobie nawyk regularnego sprzątania – go for it! Przede wszystkim istotnym jest zdawanie sobie sprawy z wpływów, jakie multitasking może wywierać w określonych sytuacjach oraz branie ich pod uwagę w momencie opracowywania strategii swojej pracy.

 

Źródła:

Adler, R.F., Benbunan-Fich, R. (2012). Juggling on a high wire: Multitasking effects on performance. International Journal of Human-Computer Studies, 70(2), 156-168.

Adler, R.F., Benbunan-Fich, R. (2015). The effects of task difficulty and multitasking on performance. Interacting with Computers, 27(4), 430–439.

Carrier, L.M., Rosen, L.D., Cheever, N.A., Lim, A.F. (2015). Causes, effects, and practicalities of everyday multitasking. Developmental Review, 35, 64–78.

Jeong, S.H., Hwang, Y. (2016). Media multitasking effects on cognitive vs. attitudinal outcomes: A meta-analysis: media multitasking effects. Human Communication Research, 42(4), 599–618.

Rose, C. (2008). The myth of multitasking. The New Atlantis, 20, 105-110.

Wang, Z., Tchernev, J.M. (2012). The ‘‘myth’’ of media multitasking: Reciprocal dynamics of media multitasking, personal needs, and gratifications. Journal of Communication, 62(3), 493-513.

Dodaj komentarz