Jak być mniej skutecznym – multitasking cz. 1

Zacznijmy od początku.

Multitasking nie istnieje.

Dziękuję za uwagę. Wstawię jeszcze przedsesyjnego mema, trzymając za Was kciuki, i to by było na tyle. Do usłyszenia w kolejnym temacie.

 

No dobrze, jeśli zastanawiasz się o co chodzi/jak to/dlaczego/co z tym zrobić/(wstaw swoje pytanie) – istnieje szansa, że znajdziesz odpowiedź poniżej… albo w części drugiej.

 

Multitasking to nic innego niż robienie kilku rzeczy jednocześnie, prawda? Sęk w tym, że to niemożliwe. (Zanim podniesie się gwar z przytaczaniem sytuacji gdy komuś się to udało…) To znaczy technicznie nawet istnieje coś takiego jak podzielność uwagi, której wydajność odpowiadałaby za umiejętność multitaskingu. Problem w tym, że nie polega ona na dosłownym przetwarzaniu i robieniu różnych rzeczy na raz, tylko na szybkiej selekcji informacji, przenoszeniu uwagi pomiędzy zadaniami i koordynacji wykonania ich w taki sposób, że niekiedy faktycznie może zacząć zacierać się granica, a nasze działania mogą sprawiać wrażenie, że robimy je „równocześnie”.

Czyli gdy mamy kilka zadań, które wymagają naszej uwagi – możemy wykonać je po kolei (sekwencyjnie), rozpoczynając i kończąc każde z nich, lub wykonywać fragmentami, skacząc między nimi tam i z powrotem (multitasking). Czy któraś z tych metod jest lepsza? A może zależy to od osobistych uwarunkowań? I co z zadaniami, które nie wymagają od nas szczególnego wysiłku?

 

Kiedy działa

Faktycznie, w odpowiednich warunkach istnieje możliwość wystąpienia wielozadaniowości, w dosłownym tego słowa znaczeniu. Ogólnie rzecz biorąc, dobrze przećwiczone zadania powinny wykazywać mniejszą zależność od przetwarzania sekwencyjnego. W ich przypadku maleje więc prawdopodobieństwo, że będą kolidować z zadaniem głównym. Czynności świetnie przyswojone można zatem realizować bez czy z niewielkim zakłóceniem przebiegu jakiejś bardziej angażującej czynności głównej. Dlatego jesteśmy w stanie jeść śniadanie lub (niestety) prowadzić samochód z powodzeniem słuchając jakiegoś wykładu.

 

Kiedy nie działa

W pozostałych przypadkach: ograniczenie multitaskingu zdaje się kluczowe, jeśli chcemy uzyskać optymalne rezultaty naszej pracy. Już w 2005r. wykazano, że pracownicy rozpraszani przez przychodzące e-maile i połączenia telefoniczne, cierpią na spadek IQ dwukrotnie większy niż ten raportowany u palaczy marihuany. Wniosek płynący z tego porównania bynajmniej nie powinien stanowić zachęty do nawiązania bliższej znajomości z Marysią.

W innym eksperymencie przetestowano model teoretyczny przewidujący zależność między wielozadaniowością a wykonaniem zadań. Uczestnicy zostali losowo przydzieleni do grupy kontrolnej, wykonującej zadania po kolei, oraz grupy eksperymentalnej, mogącej dowolnie przeskakiwać między zadaniami. Uwidocznione zależności wzrastającego poziomu wielozadaniowości ułożyły się we wzór odwróconej litery U dla wydajności (produktywności) oraz w opadającą linię dla skuteczności (dokładności).

Charakter relacji między wielozadaniowością a wykonaniem zadań zależy zatem od zastosowanej miary. W przypadku gdy dbamy głównie o produktywność w pracy – najlepsze wyniki osiągniemy działając na średnim poziomie wielozadaniowości. Jeśli jednak dokładność rezultatów jest dla nas priorytetem – lepiej zrezygnować z przeskakiwania pomiędzy wieloma obowiązkami na raz, gdyż tego typu praktyki w tym przypadku oznaczają straty.

Poza spadkiem jakości pracy, multitasking może odbijać piętno także na zagospodarowaniu czasem. Gdy monitorowano przerwy w pracy wśród pracowników biurowych okazało się, że potrzebowali oni średnio 25min., by powrócić do pierwotnego zadania po wystąpienia zakłóceń w postaci rozmów telefonicznych czy odpowiadania na e-maile.

 

Jak reaguje mózg

Mózgi podczas mierzenia się z wieloma wyzwaniami na raz nie tylko zaczynają angażować dziwne (nietypowe dla danych czynności) obszary. Przeskakiwanie między zadaniami prowadzi także do występowania strat czasowych. Pojawiają się one w momentach, gdy mózg próbuje zdecydować, którą czynność wypada wykonać najpierw. Oba z powyższych zjawisk mogą być związane z pojawianiem się adaptacyjnych mechanizmów kontroli wykonawczej. Ich rolą jest odpowiednie rozplanowanie, a następnie monitorowanie pracy tak, by dostosować kolejność poszczególnych procesów pod kątem priorytetów i określonego porządku zadań.

Praca pracą, ale multitasking stanowi także słabą długoterminową strategię w przypadku uczenia się. Ludzie, gdy są rozproszeni, używają odmiennych obszarów mózgu do uczenia się i przechowywania nowych informacji. Skany mózgu osób podczas multitaskingu pokazują aktywność w prążkowiu, regionie mózgu zaangażowanym w uczenie się nowych umiejętności. Skany osób nierozproszonych pokazują aktywność w hipokampie, regionie zaangażowanym w przechowywanie i przywoływanie informacji.

Multitasking negatywnie wpływa na sposób zapamiętywania. Uczenie się w takim trybie staje się mniej elastyczne i bardziej specyficzne. Tłumaczy to dlaczego dzień po zakończeniu intensywnej nauki, siedząc przed pustą kartką na egzaminie, za nic nie możesz wydobyć przyswojonych informacji i przypomnieć sobie danego fragmentu notatek.

 

Trening czyni mistrza?

Skoro aktywują się obszary odpowiedzialne za „uczenie się nowych umiejętności” – to może znaczy, że wraz z częstością stosowania wielozadaniowości, staniemy się w niej coraz lepsi?

Faktycznie występują w branży tego rodzaju optymistyczne głosy. Mówią one, że dzięki treningowi można nauczyć mózg skuteczniej przełączać się między zadaniami. Istnieją nawet pewne dowody na to, że proste zadania są podatne na taką praktykę. Ale multitaskingowe wykonywanie łatwych zadań generalnie nie wykazuje tendencji do pogarszania wyników. W przypadku zadań trudnych taki efekt już się ujawnia. Badania wykazują również, że wielozadaniowość przyczynia się do uwalniania hormonów stresu, które, gdy nie są kontrolowane, mogą sprzyjać problemom zdrowotnym oraz powodować pogorszenie pamięci. Powiedzenie „trening czyni mistrza” w przypadku multitaskingu nie znajduje zatem odniesienia.

 

CDN.

Dodaj komentarz